20 lutego 2013

Wielka udręka. Rok 1945 - cz. 2

Autor:Hans Juergen von Wilkens
“Die grosse Not. Danzig-Westpreussen 1945", Sarsted 1957 "

Wielka udręka. Gdańsk-Prusy Zachodnie 1945", wydano w Sarsted 1957 r.

Powiat Malborski
Relacja radcy Zarządu Miasta Malbork Martina Deppe.
cz. 2


Środa 24 stycznia pokazała, że każdy czyni co uważa za właściwe. Tego samego dnia w południe (dokładnie) ukazało się ostatnie wydanie "Marienburger Zeitung". Kilka otwartych sklepów wyprzedawały towar. Nie było przypadków plądrowania. Pogłoski o tym, gdzie znajdują się Sowieci zmieniały się tak szybko, że nikt nie wiedział jaka jest sytuacja. Rano tego dnia kwatera II Armii opuściła miasto. Oddziały obrony miasta wydawały się tak dobre jak nigdy. Z ostatniej konferencji kierownictwa powiatowego NSDAP wynikało, że każdy w nadchodzącą noc musi być w pogotowiu, że będzie ona rozstrzygająca. O 22.00 miały miejsce gwałtowne detonacje - jak gdyby mosty na Żuławach Malborskich zostały wysadzone.(??) Zakłady Lotnicze Focke-Wulf w Królewie wyleciały w powietrze. Uciekinierzy na dworcu, niekończący się strumień furmanek w mieście i ostatni jego mieszkańcy ogarnięci byli paniką. Szeptano, że mosty i lód na rzece będą wysadzone w powietrze. Ulicą Langgasse (Kościuszki) spieszyli ludzie w kierunku Nogatu, zaś ulica Neue Weg (Starościńska) w stronę mostów na Nogacie była zablokowana. Sowieci po raz pierwszy ostrzeliwali miasto. Ze świtem 25.stycznia na ulicach miasta leżały odłamki szkła. Jeden z granatów trafił w garaże zakładów miejskich koło schroniska młodzieżowego (obecnie Internat ZST), pozostałe spadły na  Kratzhammer (jedna z uliczek Starego Miasta). Okazało się, że malborczycy nadal uciekali. We wszystkich domach poszukiwano starych ludzi. Dwa miejskie omnibusy jeździły do  Kałdowa i z powrotem , stamtąd rzekomo miały jeździć pociągi. W międzyczasie huczały nad miastem "organy Stalina" (katiusze), uderzały w lód na Nogacie i filary mostów. Nie wiedziano na jak długo dane jest bezpieczeństwo. Śluzy na Nogacie zostały otwarte, woda wylała się na powierzchnię lodu, bulwar nad rzeką był niedostępny. Kiedy o 11.00 ostatni pociąg odjechał z Kałdowa, setki ludzi czekały na odtransportowanie. Później mówiono, że przybył jeszcze jeden pociąg z Malborka z rzędem krytych wagonów, tak że wszyscy znajdujący się na małym peronie mogli odjechać. To była pomyłka. Dwie lub trzy puste lory i to było wszystko. Pomimo tego przetrwali godni współczucia starcy, dzieci i sparaliżowani. By chronić się przed 18-20-stopniowym mrozem i silnym wschodnim wiatrem zbudowano na brzegach wagonu osłonę z walizek. Dzień był krótki, słońce skryło się na zachodzie w zimnej mgle popołudnia. Ciągle jeszcze stało i czekało na małym kałdowskim peronie około 50 ludzi. Chorzy ze szpitala na noszach, kobiety ze swoimi dziećmi, siwy ksiądz kanonik Pingel z ostatnimi siostrami ze szpitala Marienkrankenhaus.  Stali tak nie chronieni przed zimnem a także ogniem Sowietów. Wtedy nadszedł telefon z Tczewa: wkrótce przybędzie pociąg osobowy z Tczewa i zabierze ostatnich uciekinierów. Była 15.30 , ze strony Szymankowa pojawił się biały dym. To był pociąg. Zbliżył się i nagle nic nie było widać bo pojawiły się płomienie. Pociąg ratunkowy płonął! Co się stało? Nastąpiło zderzenie z pociągiem z cysternami. Prawie zniknęła nadzieja na ewakuację pozostałych ludzi. Jednak zostali jeszcze uratowani. Wśród ostrzału Sowietów mogli się jeszcze załadować do autobusu i kilku prywatnych samochodów. W międzyczasie zrobiło się ciemno, powoli toczyły się wagony do Tczewa. Za plecami leżał płonący Malbork. Zbiorniki Miejskich Zakładów Gazowniczych wyleciały w powietrze, to był ponury widok. Malbork był stracony. Malborski Volkssturm  objął straż nad mostami. W pierwszym rzędzie oba mosty powinny być tego samego dnia wysadzone w powietrze (??). Pierwsze czołgi wroga pokazały się już wczesnym popołudniem na ulicy Ulmenweg (Chopina) na przeciwko dworca , przebiły się koło Nowej Wsi. Brakowało potrzebnych oddziałów do obsady linii obrony. Godne ubolewania jest w takich sytuacjach zamętu -"ratuj się kto może"- zawsze los chorych i starców. Gdy siostra Helena, kierująca malborskim domem starców, dn. 24.01.1945 zwróciła się do stacji pomocy NSV (organizacja d.s. opieki socjalnej z ramienia NSDAP) o obiecany dla pensjonariuszy domu transport--zastała drzwi zamknięte. Także na policji nie mogła znaleźć pomocy. Ona i wielu pensjonariuszy domu starców musieli to przypłacić życiem. W wiejskich obwodach powiatu rozkaz o ewakuacji wydany został dopiero dnia  23 stycznia o godzinie 22.00 po tym jak Rosjanie wdarli się do Elbląga. Jako docelowe miejsce koncentracji ewakuowanych wyznaczono powiat kartuski. Wtargnięcie Sowietów na teren powiatu nastąpiło dnia następnego. W związku z tym ewakuacja musiała być przyspieszona. Wystąpiły wielkie zatory przy przekraczaniu Wisły. Pomimo tego większość kolumn osiągnęła przewidziane miejsce koncentracji w powiecie kartuskim. Ale tylko dwom kolumnom wozów udało się przez Pomorze dostać za Odrę. Wszystkie pozostałe przez 18 dni przetrzymywane były przez fanatycznego i ograniczonego (umysłowo) kreisleitera (starostę) powiatu kartuskiego. Tak więc droga ucieczki została odcięta przez Rosjan, którzy przebili się do wybrzeża Bałtyku. Wszyscy tłoczyli się teraz w stronę Gdyni lub Gdańska i tylko część mogła uratować się zostawiając konie, pojazdy oraz prawie całe mienie.



Tłumaczenie: Marek Dziedzic




1 komentarz:

  1. Ein Dank an Jamek K.
    Es ist lobenswert, daß er diese Dokumentation veröffentlicht. Eine Chance für gegenseitiges Verstehen. Verstehen, warum “alte Marienburger” nach Malbork kommen. Jeder Besuch erinnert sie an die erschreckenden Tage des unheilvollen Januars 1945. Erinnerungen auch an die Tatsache, daß deutsche Landsleute sie an der Flucht vor der Russischen Armee behinderten.
    Eine Ungeheuerlichkeit, die nicht zu glauben ist.
    Die Veröffentlichung gibt nun auch polnischen Landsleuten in Malbork die Möglichkeit, zu erkennen, welche Dramen sich 1945 in Marienburg abgespielt haben.
    Stellt Euch vor ein 2-jähriges Mädchen, mit Hunderten anderer fremder Menschen, hungernd und frierend. Weinend wimmernd und voller Angst, wie all die anderen Kinder. Auf dem Bahnhof Kaldowa (Kalthof) im Arm seiner Mutter wartend auf einen Zug in Richtung Westen. Ständig geängstig und bedroht von den Kriegshandlungen in und um Marienburg. -
    Dieses Kind lebt und ist inzwischen eine Frau von 70 Jahren. Sie hat 2012 die Stadt Malbork besucht. Sie wollte ihr Geburtshaus finden, sie fand an der Stelle nur einen Parkplatz. - Statt dessen aber fand sie Malborker Bewohner, gastfreundlich, aufgeschlossen und verstehend. Menschen, die erstaunt waren, über die Tatsache, daß sie damals, 1945, mit ihren Verwandten aus Deutschland zurück in das zerstörte Marienburg transportiert wurde. Ihr Wohnhaus war zerstört und man fand eine Ersatzunterkunft im Goldenen Ring, heute Ulc. H. Sienkiewicza. Hier im Haus eines Tischlers versuchte man weiter zu leben. Bis zu jenem Tag, als die Beschlüsse der Siegermächte der 2. Weltkriegs ihre Familie einholten. Ihr Marschbefehl hieß: Deutschland!
    2012 - Es waren gute gegenseitig verstehende Begegnungen. Friedvolle Begegnungen, die auf einen erneuten Besuch in Malbork, ihrer Geburtsstadt Marienburg, warten. - Auch darum kommen “alte Marienburger” nach Malbork, um Freunde zu besuchen
    sidhir

    OdpowiedzUsuń