27 października 2010

150 lat malborskiego szpitala

Malborski szpital już od 150 lat leczy pacjentów. Od półtora wieku, cyklicznie, zmaga się też wciąż z tymi samymi kłopotami. Ostatnie dwa lata przerwały błędne koło braków i biedy.

Rolą szpitala jest leczyć pacjentów. Jednak w 1865 roku, kiedy szpital powiatowy istniał w obecnym miejscu już do pięciu lat, działo się chyba źle, bowiem do pomocy sprowadzono ewangelickie siostry diakoniski. W tym czasie zakład był prowadzony przez opłacanego ryczałtowo ekonoma, a lekarze z miasta doraźnie doglądali chorych za niewielką odpłatnością.
Ale najwcześniejsze początki szpitala w Malborku sięgają roku 1822, kiedy to utworzono powiatowy lazaret, przeniesiony na dzisiejsze miejsce właśnie w 1860 roku, 150 lat temu.
Tak więc w styczniu 1867 roku oficjalnie przekazano położoną między ulicami Ceglaną i Rzeźnicką (dziś Słowackiego i Armii Krajowej) lecznicę siostrom. Ewangelicki Dom Diakonisek w Malborku zobowiązany był do sprawowania chrześcijańskiej opieki nad niezamożnymi bez różnicy wyznania, z wyłączeniem chorych umysłowo lub cierpiących na chorobę, przy której sprawowanie opieki przez kobiety jest wykluczone.
W pierwszym roku koszt utrzymania szpitala wyniósł 3.461 talarów przy 429 chorych. Czas leczenia wynosił ok. 41 dni!
W Malborku przy ulicy Rzeźnickiej, obecnie Słowackiego, istniał także szpital Mariacki- katolicki, który otrzymywał dotację 1650 marek rocznie. Dla porównania, zakład opieki nad chorymi prowadzony przez diakoniski otrzymywał stałą dotację roczną, która w latach 1933 – 1943 wyniosła 4500 marek.

Dwie marki od dziecka

Szpital Diakonisek pracował do 22 stycznia 1945 roku, wznowił działalność pod administracją polską dnia 22 maj 1945 roku jako Szpital Miejski, od roku 1946 nosił
nazwę Szpital Powiatowy w Malborku.
Ale cofając się nieco zajrzyjmy na początek XX wieku. Szpital miał wtedy 180 łóżek, kierował nim chirurg i lekarz chorób kobiecych dr Eugen Schultze, ceniony fachowiec, autor wielu prac naukowych, publikowanych w renomowanych, w tamtym tym czasie, pismach medycznych.
Lata 1927-28 to czas gruntownej modernizacji i rozbudowy: 20 dodatkowych sal, nowoczesna łaźnia z wannami do kąpieli leczniczych i nowa kostnica. Pracami wartymi 280 tys., marek kierował miejscowy architekt, Alfred Reschke. W tym czasie szpitalne usługi kosztowały: w klasie pierwszej osiem marek, w drugiej pięć i pół, w trzeciej trzy marki. Od dzieci pobierano po dwie marki..
W 1926 roku ordynatorem szpitala został dr Gustav Ellermann, ceniony chirurg i ginekolog.
- Prawie każdego ranka widzieliśmy lekarza naczelnego Ellermanna, kierującego ewangelicka lecznicą, idącego do szpitala ze swojego mieszkania przy Hablerstrase (ul. Derdowskiego) przez „ogród parafialny” i ulicę Fleischergasse (ul. Słowackiego) do pracy. Częstokroć – nawet o porannej porze – zatrzymywał się na mała chwilkę, aby z moim ojcem, który pielęgnował róże w ogródku przed domem, miło pogawędzić. On był dla nas osobowością o najwyższych kompetencjach – tak wspomina Christel Rollfs z domu Gayk.
Podczas drugiej wojny szpital diakonisek przyjmował pacjentów z Niemiec i terenów okupowanych. Działał do 22 stycznia 1945 roku. Tego dnia dr Springer przeprowadził ostatnią operację – pacjentem był 32-letni Horst Wosejhn.

Zupa z mąki, bez kartofli

Pierwszy zabieg pod administracją polską przeprowadzono niedługo po wznowieniu działalności w maju 1945. 17-letniemu Edwardowi Staniszewskiemu z Gniszewa amputowano lewą nogę. Chloroform pełnił rolę środka znieczulającego.
Sytuacja malborskiej lecznicy była w tym czasie dramatyczna.
Brak sprzętu medycznego, urządzeń sanitarnych, leków i materiałów opatrunkowych, niedostatek lekarzy i personelu pomocniczego. Przez zniszczony dach wdzierała się wilgoć i zacieki, a w oknach nie było szyb. Pierwszy dzień pracy wspomina pielęgniarka Klara Koziej:
- Zaczęliśmy z doktorem, przy pomocy kilku miejscowych kobiet, sprzątać sale obecnego głównego budynku szpitala. Przydzielone przez radziecką komendanturę wojenną robotnice - Niemki poszły z różnymi naczyniami po wodę do Nogatu. Wróciły biegiem. Z bezładnego krzyku z trudem wywnioskowałam, że znalazły nad rzeką chłopca ze stopa potwornie zmasakrowaną wybuchem miny. Przyniosłyśmy go na kocu. O warunkach, w jakich odbywała się amputacja nogi chłopaka, jeszcze dzisiaj trudno mi mówić – wspomina.
Mimo tych wszystkich braków i biedy, w czerwcu 1945 roku, w lecznicy było 70 obłożnie chorych na tyfus brzuszny i 20 na malarię.
Miesiąc później dyrektorem szpitala zostaje Henryk Golanowski, chirurg i ginekolog. O stanie finansowym i gospodarczym pisze alarmująco w raporcie do starosty, Augustyna Szpręgi.
- Szerząca się epidemia przybiera coraz większy zasięg. Na oddziale zakaźnym brakuje miejsc dla chorych. Chorzy zakaźnie leżą na materacach bez bielizny pościelowej. (…)
Niedobory w oszkleniu, brak oświetlenia, podstawowe braki w lekarstwach i materiale opatrunkowym, wyżywienie składające się całą dobę tylko z zupy sporządzonej z mąki mlecznej, nawet bez kartofli i chleba, stawiają chorych obywateli i pracujący personel w sytuacji rozpaczliwej… jeżeli do 15 września nie otrzymam subsydium co najmniej w wysokości 120 tys. zł, lub pozwolenia oficjalnego na prawo wyprzedaży pewnych ruchomości szpitalnych, będę zmuszony zamknąć szpital….

Powstają nowe oddziały

Dla poprawy sytuacji wydzierżawiono ziemię i rozpoczęto hodowlę krów i świń, które były głównym źródłem zaopatrzenia placówki.
Trzy lata później szpital wciąż wymagał wielu nakładów i sprzętu. Brakowało wszystkiego, od krzeseł i szafek przyłóżkowych po pościel, rękawiczki ochronne i strzykawki. W tym czasie, w szpitalu powiatowym znajdowały się cztery oddziały: zakaźny, chirurgiczny, wewnętrzny i ginekologiczno-położniczy. Przeciętnie, w 1949 roku, dzienne obłożenie pacjentów oscylowało wokół 110 osób.
Odział dziecięcy zaczął funkcjonować rok później.
Funkcje placówki poprawiano wielokrotnie remontami i modernizacją. Liczba łóżek malała z roku na rok, by znalazło się miejsce na specjalistyczny sprzęt. Trzeba było podnieść standard świadczonych usług. W 1970 toku, w malborskiej lecznicy powstał punkt krwiodawstwa, a trzy lata potem placówka została podporządkowana Zespołowi Opieki Zdrowotnej. Od tej chwili dyrektor szpitala był również odpowiedzialny za lecznictwo otwarte, pogotowie ratunkowe, dom rencistów i żłobek.
Rok 1981 zaowocował uruchomieniem oddziału intensywnej opieki medycznej, a dwa lata później w szpitalu zaczęła działać pracownia bakteriologiczna. Oddział reanimacji i anestezjologii z pełnym wyposażeniem ruszył w 1988 roku. Wraz ze schyłkiem socjalistycznego ustroju, do lecznicy wszedł sprzęt jednorazowego użytku.

Zamiast poprawy, skandal

Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że właściwie od początku swego istnienia, malborski szpital przez prawie 150 lat borykał się z tymi samymi problemami, z niedostatkiem. Sprzętu, ludzi, pieniędzy… Notorycznie brakowało lekarzy i niższego personelu. Place były niskie – jeśli w ogóle były na czas - brak mieszkań i możliwości rozwoju dla medyków – nie mieli gdzie robić specjalizacji.
Kolejne lata przemian nie przyniosły poprawy, wręcz przeciwnie, choć zarządzający placówką mieli naprawdę niesamowite pomysły.
Lecznica miała już status Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej i kontrakt podpisany z ówczesną Pomorską Kasą Chorych nie napawał optymizmem, ponieważ na niektóre oddziały uzyskano jedynie 60 proc. potrzebnych środków. A personel wciąż otrzymywał głodowe uposażenie.
Właśnie wtedy dyrekcja wpadła na pomysł, by zaoferować w szpitalnym prosektorium ponadstandardowe usługi pogrzebowe. Spotkało się to z ostrą reakcją konkurencji:
- To skandal! Samodzielny Publiczny ZOZ w naszym mieście zamierza świadczyć usługi pogrzebowe! Wszyscy będą teraz mylić lekarzy z producentami nieboszczyków – to glos oburzonej mieszkanki Malborka.
Ówczesna dyrektorka SP ZOZ, Eryka Bocianowska, tłumaczyła, że to jedynie odpłatne usługi, jak np. makijaż zmarłemu, czy miejsce, bu się pomodlić w spokoju.
Na terenie szpitala znajduje się prosektorium, gdzie trafiają zmarli nie tylko za szpitala, ale i z terenu miasta. W placówce przeprowadza się sekcje, a następnie wydaje zwłoki rodzinie. Wszystko za darmo. Ale można wprowadzić odpłatne dodatkowe usługi – tak tłumaczyła decyzję szefowa zakładu.
Ten pomysł zapewne nie wyszedłby poza mury szpitala, gdyby nie bardzo trudna sytuacja lecznicy, braki sprzętowe, sypiące się mury.

Historia zatoczyła koło

Po wojnie brakowało dosłownie wszystkiego: ludzi, sprzętu i pieniędzy na wynagrodzenia. Lekarze i niższy personel trwali przy pacjentach, mimo to. Remontowano, modernizowano, doposażano i podnoszono standardy usług… a braki wciąż były te same. Absurdalne?
Problemy finansowe szpitala ciągnęły się już od 1999 roku. Od kontraktu za niskiego o 30 proc. się zaczęło. Kolejne lata, to dramatyczne poszukiwania rozwiązania problemów placówki – bezskutecznie. Trzy mln zadłużenia było w 2001 roku. A mimo to lekarze wykonywali planowe operacje, rodziły się dzieci, a karetka wyjeżdżała do chorych i ratować życie. W tym czasie, tak, jak i dziś, wielu było dobrych „duchów” szpitala. M. Leier podarował karetkę, Jerzy Fryc założył stację joannitów, a Christian Meyl załatwił kosztowny sprzęt medyczny, na którego zakup lecznica nie miała pieniędzy.
Ostrzegawcza akcja protestacyjna w kwietniu 2006 roku. Środowisko medyczne domaga się podwyżek płac. A na podstawie wyroku trybunału konstytucyjnego, komornik mógł w całości zająć środki SP ZOZ, które wpływały z Narodowego Funduszu Zdrowia. I tuż przed Wielkanocą, po trzech miesiącach bez wypłaty, personel szpitala dowiedział się, że również marcowych poborów nie będzie. Rada Powiatu Malborskiego zaciąga 750 tys. zł kredytu, żeby wypłacić pensje 300-osobowej załodze szpitala.
W tym czasie działalność szpitala musiała być drastycznie ograniczona, co przypomina nieco czasy doktora Golanowskiego, który był o krok od zamknięcia lecznicy. SP ZOZ nie ma płynności finansowej, ma za to 33 mln. zł długu.
W tej sytuacji samorząd powiatu podejmuje decyzje o powołaniu Powiatowego Centrum Zdrowia, spółki, a SP ZOZ został postawiony w stan likwidacji.

Spółka bez długu

Pierwszego czerwca 2007 spółka przejęła dotychczasowy kontrakt szpitala z NFZ i tym samym działalność rozpoczęło Powiatowe Centrum Zdrowia. Dług
Powoli sytuacja zaczęła się prostować. Pracownicy odzyskali zaległe wynagrodzenia, negocjacje dotyczące pamiętnej ustawy „203” z NFZ zakończyły się sukcesem i spółka uzyskała 700 tys. zł. W ciągu 30 miesięcy działalności PCZ jej kapitał zakładowy wzrósł do ponad 7 mln zł, a spółka odkupiła ruchomości od SP ZOZ w likwidacji. Rok 2008 zamknięto z wynikiem prawie 2 mln zł na plus.
Ostatnie dwa lata, to szereg większych i mniejszych sukcesów na koncie malborskiej lecznicy. O wszystkich mogliście przeczytać na łamach naszej gazety, więc tylko w skrócie przypomnijmy. Pod koniec 2008 roku uruchomiono Pracownię Tomografii Komputerowej oraz zmodernizowano główne wejście do szpitala. Rok później remont zaczął się na ginekologii i położnictwie. Szkoła rodzenia zyskała nowe, lepsze oblicze. Kapitalny remont objął również oddział chirurgii a pod koniec lata oddano do użytku przychodnię specjalistyczną, która mieści się w budynku po dawnej kuchni. Ortopeda, chirurg, diabetolog i urolog – ci specjaliści przyjmują w nowoczesnej, przyszpitalnej przychodni. Również w tym samym roku po raz pierwszy w Malborku wykonano zabieg ortopedyczny metodą artroskopową. W tym roku, w czerwcu, skomplikowany zabieg z chirurgii ręki wykonał w naszym szpitalu prof. dr. hab. Bugusław Baczkowski. Pierwszy zabieg w kraju został wykonany właśnie w malborskim szpitalu i będzie prezentowany na międzynarodowych konferencjach specjalistycznych.

Iwona Skopińska


Tekst pochodzi z Gazety Malborskiej i został przekazany przez autorkę, która korzystała z materiałów udostępnionych przez Starostwo Powiatowe w Malborku.

Zdjęcia: StaryMalbork.pl ze źródeł prywatnych




3 komentarze:

  1. Ja w kwestii formalnej :-). Pierwsza połowa artykułu jak najbardziej na miejscu ale druga ... ? Choć oczywiście każda przeszłość to już historia :-). Aż się prosi by zamiast opisywać tego co się działo w latach 70-tych i późniejszych poświęcić choć po jednym akapicie na najstarszy malborski szpital, nieistniejący szpital przy ul. Słowackiego czy malborskie lazarety, że o zakładzie dla głuchoniemych nie wspomnę. Co oczywiście nie zmienia faktu, że w ogóle dobrze, że ktoś spróbował zmierzyć się z tematem - pierwsze koty za płoty :-). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przedmiotowy tekst jest artykułem z Gazety Malborskiej stąd zrozumiała i zwięzła forma, jeśli chodzi o historię szpitalnictwa w Malborku to odsyłam do książki, która ukazała się z okazji świętowania 150 lecia szpitala - książka wydana przez Starostwo "150 lat szpitala w Malborku" - Jak feniks z popiołów

    OdpowiedzUsuń